Chłopak zostawił mnie dla innej po roku A teraz zarywa do mnie jego przyjaciel.. co mam robic? 2010-11-27 11:17:12; Co zrobić, żeby chłopak mnie nie zostawił.? 2010-05-17 19:36:22; Chłopak mnie zostawił, co robić? 2020-05-02 21:04:44; Dlaczego chłopak mnie zostawił? 2011-01-31 18:28:57; co mam zrobić, gdy chłopak mnie zostawił Wielu facetów odczuwa lęk i strach przed odrzuceniem przez kobietę. Przez to się tym bardzo przejmują a wręcz zamartwiają. Relacje z kobietami to jedno wielkie ryzyko. Tego nie unikniesz. Jeżeli boisz się odrzucenia to pozostaje siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić. Problem jest w tym, że szukasz powodów u siebie dlaczego Opowiem o sobie w skrocie, mam 26lat, dobra prace, skonczylem studia, znam jezyki, mam wiele pasji, jestem bardzo optymistyczna osoba. A teraz do rzeczy: W zyciu bylem kilka razy w zwiazkach, dluzszych, krotszych, nie wazne, kiedy sie konczyly nic sie nie dzialo, szedlem dalej i realizowalem swoj Dla niej poszedlem do Policji zeby zapewnic jej godne zycie zeby jej nic nie brakowalo byla dla mnie wszystkim nic innego sie nie liczylo. Przeszedlem wszystkie testy czulem ze jest ze mnie dumna i gdy mialem juz isc do szkoly.. zostawila mnis tydzien przed rozpoczeciem. Swiat mi sie zalamal. Osoba dla ktorej robilem co moglem wbila mi noz w Jakieś 1,5 miesiąca temu zostawiła mnie dziewczyna z którą byłem 2 miesiące.Twierdzi że mnie nie kocha,że ona się tylko zauroczyła.Przy jakiejkolwiek próbie kontaktu słyszę od niej słowa "co ty chcesz człowieku" lub "nie chce mieć z Tobą kontaktu".Próbowałem już wszystkiego Ale bez rezultatu.Jest wrogo nastawiona do mnie Mam 26 lat i bylem z dziewczyna 4 lata ( miala 22 lata) bylem jej pierwszym facetem, a ona byla moja pierwsza. I zostawila mnie, na studiach pewnie kogos poznala. Zlala mnie jak gowno. Pomagalem jej, nie zostawialem jej samej z problemami, byle za dobry juz to wiem zepsulem wiele spraw. . Witam, Zarejestrowałem się i dołączyłem do tego grona z kilku powodów. Dlatego by poznać kobiecą opinię, żeby się wyżalić, otrzymac jakiekolwiek do tematu. Od 4 lat byłem z dziewczyną, o wspaniałej urodzie, o wspaniałym charakterze. Poznaliśmy się mając kolejno: 18 i 17 lat. Szybko znaleźliśmy swój język, i po 4 miesiącach znajomości postanowiliśmy że zostaniemy parą. Początki jak w każdym związku, piekne chwile. Chodziliśmy do jednej szkoły, spotykaliśmy się co przerwę. Zaraz po szkole, staraliśmy się spedzać ze soba jak najwięcej czasu.. Czasy szkoły się skończyły, trzeba było pójść do pracy. Zaczęliśmy się spotykać rzadziej, ale nadal miłość była tak gorąca jak na początku, w pewnym momencie pracowaliśmy razem. Jeździliśmy po polsce ( praca) po spedzonych 8 godzinach w pracy czerpaliśmy jak najwięcej z życia i zwiedzaliśmy. Praca polegała na wyjazdach w różne regiony kraju, praca na magazynach sklepu. Było wspaniale. Przyszedł rok 2017, lekkie wahania nastrojów, coraz częstsze kłótnie. Ona zmieniała pracę, ja zmieniłem pracę. Ustawiłem sobie piorytet w życiu do którego dążyłem. Czyli stabilność w życiu, czułem że mogłem to sobie zapewnić poprzez pracę. Ona zawsze jednak twierdziła ze praca to nie wszystko. Miała rację. Nie zważałem zbytnio na to, wciąż mi było mało. Brałem coraz więcej dodatkowej pracy, a czas spędzeny razem bardzo się skrócił. Coraz mniej wyjeżdżaliśmy poza miasto. Zacząłem pracować w weekendy także, jako barman. Od tego czasu, czuję że straciłem ją na dobre. Weekendy spędzałem w pracy, a ona leżała sama w domu. Z czasem zaczeła spotykać się ze znajomymi i im się żaliła i płakała. Próbowała coś zmienić w naszym związku lecz tego nie widziałem. Mówiła raz, drugi że ma dość. Bywało lepiej, i bywało gorzej. Nie czuła się dowartościowana. Ubiegłego lata sam już nie wiedziałem co czuje, i sam myślałem nad zerwaniem związku. Lecz późnymi wieczorami wychdoziłem z domu i myślałem nad tym co zrobić żeby było lepiej. Nie tak dawno bo 4 miesiące temu, proponowała jeszcze że ona trochę odpuści prace i żebym też odpuścił troszkę to więcej czasu ze sobą spędzimy. Niestety nie doszło to do skutku. W sylwestra mieliśmy razem rozpoczać nowy rok.. Poszliśmy na pokaz sztucznych ogni, gdy nagle rozbrzmiał mój telefon. To był telefon z pracy (jestem strażakiem ochotnikiem) okazało się że pali się budynek mieszkalny w sąsiedniej miejscowości. Niestety zabrałem ją i prosiłem żeby poszła do mnie do domu a ja wróce nie długo... Martwiłem się że wtedy już ze mną zerwie. Popełniłem błąd, żałowałem tego. Myślałem że nie pójdzie do mnie do domu. Jednak po powrocie po 4 godzinnej akcji, zoabczyłem zapłakaną partnerkę w moim łóżku. Przepraszałem, niestety nie potrafiłem tego wynagrodzić jej odpowiednio. Nastepne dni toczyły się normalnie. W styczniu miała także urodziny, niestety choroba mnie rozłożyła ( na tyle mocno że nie mogłem wyjść z łóżka ) zadzwoniłem do niej, spytała czy coś potrzebuje, powiedziałem że mam potrzebne leki. Złożyłem życzenia i powiedziąłem że drobny upominek i resztę życzeń złożę jak wyzdrowieje. Wyzdrowiałem, lecz jednak pomyślałem że zrobię niespodziankę. Chciałem zarezerwować, weekend w górach i ją zabrać bez zapowiedzi. Niestety nie było mi to już dane. W połowie lutego, kazała przyjechać na kilka minut. Dzień wcześniej widziałe mże coś już jest nie tak, oddawała moje rzeczy itp. Przyjechałem, wyszła pewna siebie do mnie. Powiedziała, że to koniec! Ona nie potrafi ze mną tak dłużej żyć. Nie potrafię jej poświecać czasu i nie czuje się szczęśliwa ze mną. Zrozumiałem to i odjechałem co się tego dnia stało, dotarło do mnie po 2 dniach. Zacząłem wtedy popełniać krytyczne błędy, zrobiłem z siebie dupka. Jeździłem, spotykałem się, blagałem, ryczałem, wydzwaniałem jak nie odbierała. Po prostu nie dałem jej chwili czasu. Stwierdziłem że musze walczyć. Powiedziałem jej także zaraz po rozstaniu że będe walczył do czasu aż nie powie mi że mnie nie kocha. Ona powiedziała że nie chce bym już walczył. Przyjeżdzałem na siłę, w pierwszym tygodniu po rozstaniu byla nieugięta. Nie robiła nic z tego że jestem, nie rozmawiała. Prowadziłem monolog. W drugim tygodniu jak się okazało, poznała kolegę. Sprawa się skomplikowała. Powiedziała mi o tym wprost jak się spotkaliśmy, po tym jak mi to powiedziała to się rozpłakała. Zapewniała mnie nadal, że mnie kocha. Ale przy nim czuję sie szcześliwa. Nie odpuszczałem wciąż, rozmawiałem z jej rodziną jej przyjaciółmi. Którzy jak się okazało byli przeciwko mnie. Pewnego dnia, miałą się spotkać z nowym kolegom. Ale także umówiliśmy się oboje na spotkanie. Miałem do niej przyjechać zaraz po tym jak się spotkała z tym kolegom. Niestety jak się okazało, zawiodła się na nim. Przyszedł pijany, wracał od koleżanek. Przyjechała do domu i czekała na mnie. W miedzy czasie napisała do przyjaciółki że jest w stanie zapomnieć o nowym koledze dla mnie, ale boi się że nie będzie potrafiła ... Tej nocy, przespaliśmy się i uprawailiśmy sex. Po wszystkim rozpłakała się. Postanowiłem że zostanę na noc. Rano wstała i jak gdyby nigdy nic pojechała do pracy, a ja do domu. Myślałem że cos to wniesie, i się poprawi sytuacja. niestety nie. Było coraz gorzej. Rodzina zaczęła na nią siadać psychicznie, mówiąc " przemyśl to jeszcze raz, taki dobry chłopak" "zastanów się czego chcesz".>Wydzwaniałem nadal, niestety pewnego razu umowilismy się na spotkanie, zajechałem do niej. Jej nie było w domu, uciekła rodzice nie wiedzieli. Wydzwaniałem 3-4 razy za 5 razem odebrała. Powiedziała gdzie jest. Gdy zajechałem, siedziała zapłakana, pijąca alkohol. Kazała żebym ją zostawił, a ja przytulałem, odepchneła raz ale kolejny raz jak przytuliłem już nie odpychała. Następnego dnia napisałem jej kilka sms, wkurzyłem ją do tego stopnia, ze napisała że mnie nie kocha i mam się od niej odpierdolić. Dałem spokój na 4 dni, znów zadzwoniłem. Powiedziała wtedy że żałuje tego co napisała, ale nie daje jej spokoju. Kocha mnie ale wie ze gdyby napisała inaczej to bym nie dał jej spokoju, przyznała się że przez chwilę zatęskniła .. przez chwilę . Lecz pomimo wszystko nadal twierdziłą że już nie ma powrotu i mam nadziei sobie nie robić. Tydzień temu na zaproszenie moich rodziców przyszła do nas na obiad (urodzinowy) bardzo była zniesmaczona. Po obiedzie zaproponowałem wspólny spacer, niestety nie chciała. Koniec końców, zgodziła się. Poszliśmy, rozmawialiśmy. Przyznaal ze oboje zawiniliśmy. Lecz nie da się tego naprawić twierdziła. Po rozmowie, pojechaliśmy jeszcze do mnie na kawę. Następnie zaproponowałem byśmy pojechali na basen. Bez zbędnych negocjacji, zgodziła się. Zawiozłem ją do domu, i czekałem aż zejdzie. Niestety, napisała że nie jest to dobry pomysł bo nie chce mi robić nadziei. Odparłem, ok. To wejde i porozmawiam. Zgodziła się lecz nie chciała bym poruszał ten temat. Spotkaliśmy się tego wieczoru i niej w domu, koniec końców. Położyła się w łóżku, stanąłem przy oknie i tłumaczyłem i wspominałem jak kiedyś było nam dobrze. patrząc kącikiem oka na nią, czułem jak co chwilę spogląda się na mnie i patrzy na mnie z zainteresowaniem. W pewnym momencie podbiegła i przytuliła, niestety kazałem jej odejść. Nagle to ona rozpoczeła przemówienie, i koneic końców stwierdziła że jest w stanie spróbować jeszcze raz. Ucieszyłem się, lecz nie skakałem z radości jak mnie jednak, że musi się spotkać z kolegom, i coś zakończyć. Powiedziałem jej że tego dnia chce do godziny 24;00 wiedzieć na czym stoję i czy próbujemy czy też nie. Tuż przez pólnocą napisała ze mam przyjechać. Spytalem co powiedziała koledze, odparła że daje sobie z nim spokój. Tej nocy po raz drugi po rozstaniu przespaliśmy się.. Rano wstałem, ubrałem się i pojechałem do pracy. Po południu kupiłem kwiaty i pojechałem do niej, rozmawawialiśmy normalnie. W pewnym momencie zadzwonił kolega, prosiłem żeby odebrała ona jednak nie chciała. Przyznała się że pisali tego dnia, i rano jak pojechałem do pracy, czuła że chciała by, by on był przy niej własnie rano. jednak nie spotkali się rano. Spytałem czy zdradziła mnie: odparła że nie byliśmy już razem... rzuciłem kwiatami i pojechałem. Napisała sms, dziekuje za kwiaty. Postanowiłem że nie odpuszczę, wieczorem przyjechałem. Pomimo że nie chciała, zostałem na noc. Przytulony przespałem całą noc. Rano wstałem zrobiłem śniadanie. Po czym posiedzieliśmy jeszcze przez chwilę... w pewnym czasie zamarła cisza... trwała z 5min. Ona wstała i powiedziała że będzie lepiej jak pojadę juz do domu. Nie stawiając oporu, pojechałem. Napisałem tego dnia, jak się czuła podczas gdy po zerwaniu związku, przyjeżdzałem. Dlaczego uprawiała sex. Odparła, że próbowała odbudować uczucia lecz nie wróciły. Stwierdziła że czuje się dobrze w moim towarzystwie, lecz boi się ze będzie tak przez kolejny tydzień a nastepnie znow po staremu wszystko ... Dałem jej czasu... W święta zawiozłem prezent, zostawiłem pod dzwiami. Niestety nie umiaął napisać nawet "dziękuję'.. Nastepnego dnai napisałem tylk ozapytanie czy zając dotarł. Odparła że dotarł, lecz ie trzeba bylo. Tydzień nie odzywałem się, walczyłem sam ze sobą. Odezwałem się wczoraj i spytałem co robi, odparała że cały dzien siedzi w domu. Widziałem jednak że spedza czas z nowym kolegom. Po dłuższej rozmowie napisała że spotykają się ale w gronie znajomych, a nie sami. Wieczorem napisała mi długą wiadomość, w której zawarła wiele informacji. Stwierdziła że kiedyś za mną szalała, wpadła w nałóg miłości. chciała mnie wiecej, i wiecej. Niestety mnie z czasem było co raz mnie. Płakała, cierpiała. Niestety wyleczyła się z nałogu. Nie chce do niego wracać bo wie że jej zaszkodzi. Napisałem jej, że wprost ma powiedzieć ze mnie nie kocha. Odparła, ludzi nie przestaje się kochać po miesiącu. Spytałem tak więc, czy mozemy się spotykać co jakiś czas. ODpowiedziała że jeśli nie będe sobie robił nadzieii to mozemy. Co o tym sądzicie wszystkim ? jest chodź iskra nadziei ? Twierdzi że w moim towarzystwie czuje się dobrze, nie odpychala jak ją przytulałem. Doradzcie co mam zrobić... Wiem, najlepiej będzie odpuścić i zapomnieć. Bo dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi. Lecz czy w tym przypadku też ? fot. Adobe Stock, eduard Sądzę, że każdy człowiek ma gdzieś takie miejsce, w którym czuje się naprawdę szczęśliwy. Dla mnie takim miejscem są Bieszczady. Tutaj się urodziłem i nie wyobrażam sobie, że mógłbym żyć gdzie indziej. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze całkiem niedawno nienawidziłem tych okolic z całego serca. Wydawało mi się, że gdzieś tam, z dala od tych lasów, gór porośniętych wysokimi trawami i pustkowia, życie jest piękniejsze i lepsze. Obiecałem więc sobie, że zrobię wszystko, żeby uciec. Uczyłem się jak wariat, byleby tylko dobrze zdać maturę i dostać się na studia do Warszawy. I udało się. Pod koniec września, niedługo po swoich dziewiętnastych urodzinach, wyruszyłem do stolicy. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Zanim nastał, mama przez całą noc prasowała mi ubrania, szykowała jedzenie, pakowała torby. Układała wszystko równiutko, żeby się nie pogniotło, i… płakała. – Synu, zastanów się. Przecież ty tam nie pasujesz. Po co ci to wszystko? Nie lepiej zostać w domu? – pytała przez łzy. Nie rozumiałem, dlaczego tak rozpacza. Przecież powinna się cieszyć i mnie wspierać! Wreszcie ktoś z naszej rodziny miał szansę wyrwać się z tego bieszczadzkiego piekła. Tymczasem ona do ostatniej chwili próbowała mnie zniechęcić do wyjazdu. Jakby z góry zakładała, że mi się nie uda. – Daj spokój, mamo. Nie zamierzam jak ojciec i brat harować od rana do nocy przy wyrębie lasu. Chcę pracować w przeszklonym biurowcu, chodzić w eleganckim garniturze, a nie taplać się w błocie w kufajce i gumofilcach – odparłem zniecierpliwiony. Spojrzała na mnie smutno. – Pamiętaj, jeśli będzie ci źle, zawsze możesz wrócić do domu – wyszeptała. Nie zamierzałam wracać. Chciałem udowodnić sobie i innym, że to tam, w wielkim świecie, jest moje miejsce; że sobie poradzę. W tym szklanym biurowcu czułem się obco Dopiąłem swego. Skończyłem studia z wyróżnieniem i dość szybko znalazłem pracę w wielkiej korporacji. Gdy mnie przyjęto, myślałem, że pana Boga za nogi złapałem. Cieszyłem się, że ja, chłopak ze wsi ukrytej gdzieś daleko wśród lasów i gór, będę pracować jak prawdziwy Europejczyk. W firmie od razu rzucono mnie na głęboką wodę. Szybko zorientowałem się, że muszę radzić sobie sam, że na pomoc „życzliwych” kolegów z działu nie mam raczej co liczyć. Tutaj każdy pilnował swojego stołka i dbał o własną karierę. Ludzie uśmiechali się do mnie, a za plecami obrabiali mi tyłek. Byłem twardy, sprytny, więc z czasem nauczyłem się omijać wszelkie rafy. Nabierałem pewności siebie, zdobywałem doświadczenie i… powoli zapominałem, że oprócz firmy istnieje jeszcze normalne życie. Nie miałem czasu na nic. Z domu docierały wieści, że brat się ożenił, urodziła mu się córeczka. A ja? Nie miałem nawet dziewczyny. W wolnym czasie układałem plan pracy na następny dzień. I tak w kółko… Mój wysiłek się opłacił. Awansowałem. Dostałem, podwyżkę, własny gabinet, służbowego laptopa i samochód. – Ten wieśniak to umie się urządzić. Pracuje zaledwie kilka lat, a już wdrapuje się na szczyt – szeptali koledzy z zazdrością. Powinienem być z siebie dumny, szczęśliwy, ale… nie byłem. Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu. Coraz częściej nachodziły mnie myśli, że w tym przepięknym, nowoczesnym biurowcu czuję się obco, jakby to nie było moje miejsce. Ale szybko je odpędzałem. „Człowieku, co z tobą, przecież to było twoje marzenie” – mówiłem do siebie ze złością. I znowu zasuwałem jak szalony. Wmawiałem sobie, że tak trzeba, i że to jedyna słuszna droga dla mnie. Cztery lata temu, gdy zapracowałem na kolejny sukces firmy, wziąłem dwa tygodnie wolnego – mój pierwszy tak długi urlop. Był środek zimy, więc pomyślałem, że polecę gdzieś do ciepłych krajów. Stać mnie było na to, wystarczyło tylko pójść do biura podróży. Zamiast tego wsiadłem jednak w samochód i ruszyłem do domu, w Bieszczady. Sam byłem zdziwiony, że to robię. Przecież jeszcze tak niedawno nie znosiłem tego miejsca. A teraz nagle za nim zatęskniłem… Do Rzeszowa dotarłem w miarę gładko. Ale jak wpakowałem się w te nasze wąskie drogi, podjazdy, zakręty i zjazdy, zaczęły się kłopoty. Mój śliczny, nowoczesny, służbowy samochód słabo radził sobie na śniegu i lodzie. Posuwałem się naprzód w żółwim tempie, aż wreszcie, jakieś dziesięć kilometrów od domu, utknąłem w zaspie. Nie miałem wyjścia. Zostawiłem auto i dziarsko ruszyłem przez las. Myślałem, że sobie poradzę. Przecież kiedyś, wracając ze szkoły, nieraz pokonywałem tę drogę na piechotę. I nie sprawiało mi to większych trudności. Teraz jednak spuchłem już po dwóch kilometrach. Brnąłem przez śnieg coraz wolniej, zastanawiając się, czy uda mi się dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. I wtedy usłyszałem za plecami warkot silnika. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyłoniła się stara terenówka. Parła pod górę jak czołg. Kierowca zatrzymał się koło mnie i uchylił okno. Za kierownicą siedziała dziewczyna. Piękna jak marzenie. Aż mi dech zaparło. Przez te lata bardzo się zmieniła... – Może cię podwieźć do domu? – zapytała wesołym tonem. – Bo chyba utknąłeś. Tamto srebrne cudo w zaspie to twoje? – Moje. I bardzo chętnie skorzystam z pomocy. Ale… Czy my się znamy? – zapytałem, gramoląc się do środka. – Jasne, że tak! Jestem Jagoda! Mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku – odparła. – O rany, przepraszam, bardzo się zmieniłaś – zmieszałem się; to fakt – gdy wyruszałem na podbój stolicy, Jagoda była w liceum. Miała pryszcze na policzkach i długie, chude nogi. Nie zwracałem na nią uwagi. Tymczasem przez te lata z brzydkiego kaczątka zamieniła się w przepięknego łabędzia. Dotarliśmy pod dom rodziców po kwadransie. Podziękowałem Jagodzie za ratunek – A o samochód się nie martw. Mój ojciec wyciągnie go rano traktorem – powiedziała na pożegnanie i chciała zatrzasnąć drzwi. Powstrzymałem ją. – Słuchaj, może się jutro spotkamy? Poopowiadasz, co u ciebie – zaproponowałem. – Zapraszasz mnie na kolację? – Oczywiście! Gdzie tylko chcesz! – No dobrze… Ale pojedziemy moim samochodem. Nie mam ochoty utknąć gdzieś z tobą w zaspie – uśmiechnęła się. Nie skończyło się na jednej kolacji. Spędzałem z Jagodą całe dnie. Jeździliśmy na nartach, chodziliśmy na wycieczki w góry. A wieczorem jechaliśmy gdzieś coś zjeść. Rozmawialiśmy z ludźmi, śmialiśmy się. Przypomniałem sobie, że oprócz mojego zapędzonego świata jest jeszcze inny. Spokojniejszy, radośniejszy, bardziej przyjazny. Odkrywałem Bieszczady na nowo i ze zdumieniem zauważyłem, że coraz bardziej mi się podobają. Zrozumiałem coś jeszcze: że zakochałem się w Jagodzie. Powiedziałem jej o tym ostatniego wieczoru, przed wyjazdem. Spojrzała na mnie smutno. – Ja też cię kocham, Piotr. Ale to nie ma sensu. Ty żyjesz tam, ja tu. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o mnie – wykrztusiła. – No to wyjedź ze mną! – błagałem. – Nie mogę, nie chcę. Tutaj jest moje miejsce i tu czuję się szczęśliwa – odparła. Wreszcie byłem wolny! Wróciłem do Warszawy. Na biurku piętrzyły się stosy dokumentów. Rzuciłem się w wir pracy. Znowu dziesiątki spotkań, narad, rozmów z bardzo ważnymi klientami. Przy życiu trzymały mnie tylko wspomnienia o dwóch tygodniach spędzonych w Bieszczadach. I rozmowy z Jagodą… Dzwoniłem do niej codziennie. Choć starałem się ze wszystkich sił, nie potrafiłem o niej zapomnieć. – Jak masz dość, rzucaj to wszystko i przyjeżdżaj – mówiła, ale ja czułem opór. Ciągle jeszcze myślałem, że to moje życie, moje miejsce. Po trzech miesiącach coś we mnie pękło. Tamtego dnia od godziny siedziałem u prezesa i wysłuchiwałem idiotycznych pretensji na temat spadku wydajności pracowników w moim dziale. Ludzie zasuwali jak mrówki, żyły sobie wypruwali, a on się czepiał. – Jeśli nie poprawicie wyników, to się rozstaniemy. I z pana pracownikami, i z panem – zagroził w pewnym momencie. Miałem dość. – Mówi pan, że się rozstaniemy. No to do widzenia – i z tymi słowami wyszedłem. Napisałem wypowiedzenie, oddałem służbowego laptopa, kluczyki od samochodu i wybiegłem na zewnątrz. Serce biło mi jak szalone. Nie mogłem uwierzyć, że przed chwilą zwolniłem się z pracy. Zadzwoniłem do Jagody. – Wyjedziesz po mnie jutro na dworzec w Rzeszowie? – zapytałem podekscytowany. – Rany boskie, a co się stało?! Zabrali ci prawo jazdy? Zepsuł ci się samochód? – Nie, nic takiego. Po prostu wracam do domu. Na zawsze! – odparłem. Gdy wypowiedziałem te słowa, poczułem olbrzymią ulgę. Wreszcie byłem wolny. Od tamtego dnia minęły cztery lata. Prowadzę z ojcem i bratem firmę, zajmujemy się handlem i obróbką drewna. Ja wziąłem na siebie finanse i sprzedaż, oni resztę. Jesteśmy z Jagodą małżeństwem, wkrótce przyjdzie na świat nasze pierwsze dziecko. Niedawno przeprowadziliśmy się do pięknego, starego domu niedaleko Ustrzyk Dolnych. Kiedy wychodzę rano do pracy i patrzę na pokryte teraz śniegiem korony strzelistych świerków, nie mogę uwierzyć we własne szczęście. Mam przecież wszystko, o czym człowiek może marzyć: prawdziwą miłość, spokój – i swoje miejsce na ziemi. Czytaj także:„Mąż całe życie wydzielał mi pieniądze. Gdy zachorował, po prostu je sobie wzięłam. Ta forsa należy mi się jak psu buda”„Mąż był ze mną, by połechtać swoje ego. Gdy zaczęłam odzyskiwać rezon, uciekł do innej zahukanej naiwniaczki"„Umówiłem się na randkę z gorącą laską z neta. Tak przynajmniej myślałem... Przyszło mi słono zapłacić za moją naiwność” Odpowiedzi tak, jak spadnie ci kanapka wyląduje ona na posmarowanej stronie, o tym decyduje prawo grawitacjimam nadzieje ze pomogłam Latvia odpowiedział(a) o 03:43 Nie ma nic do udawania przed nią by jakoś odzyskać. Jeśli Cię nie Kochała to trudno, zdarza się że wypalają się uczucia . Dusiła się w związku z Tobą po tak długim czasie? Poproś ją by porozmawiała z Tobą ostatni raz, i dasz jej spokój i temu wszystkiemu wtedy. Zadaj jej pytania prosto z serca. Nie chodzi mi "czemu to zrobiłaś?" i tym podobne tylko o sensowne, dlaczego by się dowiedzieć co ona czuła. Może było jej źle? Sam zobacz, może robiłeś co tylko mogłeś ale nieodpowiednio. Zapytaj się jej np Czemu to uczucie się wypaliło z jej strony? To jest przykład. Nie chodzi o to że się z Tobą bawiła ! Miała własne powody których Ty się nie dowiedziałeś, lub po prostu wiesz lecz tu ich nie opisałeś. Skoro 2 lata byliście ze sobą to jej podjęcie tej decyzji nie zajęło chwilkę, bo na bank miała uczucia ! Nie bronie jej , tylko pokazuje że nie leży wina tylko i wyłącznie po jej stronie - tak jak Ty to przedstawiłeś. Może doceniała to że ją Kochasz i wgl, ale ona nie potrafiła tak szczerze Cb pokochać? Jest dużo wytłumaczeń ... i wgl, ale by wszystko się ułożyło to musisz z nią na spokojnie porozmawiać. Powodzenia, i mam nadzieje że choć cokolwiek z tej pisaniny zrozumiałeś . :) Nie chodzi mi o to ze to tylko jej wina moja tez tylko ona nie chce mnie znac to co ja mam zrobic:((( TheEdge odpowiedział(a) o 14:29 Odbij ją tamtemu kolesiowi niewiem po co chcesz ja odzyskac przeciez gdyby cie kochała to nie zostawila by ciebie dla innego kolesia,na twoim miejscu zabawiłabym sie z kumplami to zawsze pomaga,olej ich dwoje niech dziewczyna nie widzi ze jestes zazdrosny a moze zateskni ...POWODZONKA...;* blocked odpowiedział(a) o 03:12 Ty też przynajmniej udawaj, że chodzisz z inną, wtedy może coś zrozumie, że nie kocha tamtego chłopaka i będzie chciała wrócić, a ty wtedy udaj, że jej nie chcesz i powiedz że już za późno, bo ty też masz inną i jak będzie płakać, błagać o wybaczenie to dopiero jej to przebacz i powinno być ok ;) Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2015-04-02 20:09:58 Koniec Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-04-02 Posty: 8 Temat: zostawila mnie!Czemu zycie jest takie okrutne czemu to ze kogos kochasz tak boli?! Pokochalem dziewczyne ktora mieszka w bloku obok bylismy razem 9 miesiecy... Poczatki byly jak zawsze piekne zalezalo jej bardziej ode mnie. Kazdy dzien razem wspolne wakacje wszystko takie cudowne... Wiedziala o tym ze raz juz zostalem zraniony ze ciezko bedzie mi zaufac ale powiedziala ze wie ze ja kocham i bedzie czekala. Czekala... Starala sie ja czasami powiedzialem slowa ktorych nie powinienem i zachowania ktorych tez nie powinienem robic. Ale nigdy jej nie zdradzilem, nie uderzylem i nie oszukalem. W momencie kiedy ja przelalamalem sie i zaufalem jej i oddalem cale moje serce ona powiedziala mi ze jest za pozno... Odrzucila mnie. Chociaz mowila ze ma tylko mnie. Staralem sie robilem wszystko zeby bylo jak dawniej wszystko rozumiecie?! A ona ciagle mowi ze nie potrafi ze jest juz inna osobom ze chce byc sama. Ale kiedy ona przychodzila do mnie i plakala ja jej nigdy nie odrzucilem zawsze przytulilem i powiedzialem bedzie dobrze... Mam 23 lata ona 18 kocham ja calym jebanym sercem ale od czasu kiedy to wszystko sie popsulo nie jestem juz sobom... trwa to juz 2 tygodnie schudlem 6 kilo nie potrafie spac nie potrafie normalne funkcjonowac nie potrafie sie cieszyc nie potrafie nic! Mialem nawet mysli zeby poprostu to wszystko jebnac i popelnic samobojstwo ale nie potrafie moze jestem za slaby?Ona za to doskonale sie bawi bo weszla w jak to sie mowi "zle towarzystwo" w ktorym kiedys juz byla ale wyszla bo matka zrobila wszystko co mogla. Teraz nie moze juz nic. Ona tez czasami mowila rozne rzeczy ktorych nie powinna... Teraz chodzi po dyskotekach z jakimis typami i kolezankami a ja nic nie moge zrobic. Bol rozdziera moje serce... Dzisiaj poszedlem do niej z kwiatami i chcialem juz ostatecznie jej powiedziec ze tak nie potrafie ze nie umiem zyc obok niej. Rozmawialismy godzine a ona mowi ze nie zaufa mi ze nie potrafi chce byc sama chce czuc ze zyje i ze nie moze mi dac nadzieji ale jednoczesnie mowi ze mnie kocha.... Przytulalismy sie w koncu powiedziala zebym juz poszedl ze juz wystarczy. Powiedzialem jej ze kocham ja calym sercem i ze wiem ze jesli mnie kocha to zrozumie to i wroci.... To jest moja kara za to ze pokochalem? Przechodzilem to juz raz nie potrafie po raz drugi.... Przeciez jak bede widzial gdy przechodzi obok a ja nie bede mogl nic zrobic oszaleje... Stracilem caly sens cala wiare stracilem wszystko. Nie potrafie zyc obok niej... Ale to towarzystwo ma na nia taki wplyw tak mi sie wydaje. Pisze to tutaj poniewaz musze gdzies wylac to co we mnie siedzi...Pisze i placze jak dziecko bo stracilem caly sens zycia. Nie wiem co mam robic i nie wiem jak zyc bo juz nie potrafie 2 Odpowiedź przez ruffi83 2015-04-02 21:26:36 ruffi83 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-11-10 Posty: 24 Odp: zostawila mnie! cześć, większość z ludzi przechodziła lub będzie kiedyś przechodzić to co Ty ten ból rozstania, to jest trauma ja wiem... ale to mija, zawsze mija trzeba po prostu przetrzymać ten trudny czas, a później jesteś o wiele silniejszy, cierpienie mija pojawia się radość a nawet euforia, że dałeś radę, pojawiają się nowe kobiety, o wiele lepsze niż była i w seksie i w ogóle:) wtedy wiesz że to rozstanie było jak wygrana w totka bo dzięki temu poznałeś mnóstwo innych fajniejszych dziewczyn, których będąc ze swoją byś nie poznałale drogi kolego zapamiętaj sobie jedną rzecz na całe życie: nigdy przenigdy nie buduj swojego sensu życia na drugiej osobie, choćbyś nie wiem jak jej ufał, jak bardzo kochał - NIGDYten sens życia musisz odnaleźć w sobie i budować na SOBIE SAMYMpamiętaj że rodzimy się w pojedynkę i ostatecznie odchodzimy także sami, tylko jedna osoba towarzyszy nam nieustannie przez całe życie - to jesteś Ty sam, jeśli chcesz odnaleźć spokój ducha i prawdziwe szczęście musisz siebie kochać bardziej niż ją, niż kogokolwiek innego na tym świeciepozdrawiam 3maj się chłopie, jesteś mężczyzną musisz być silny Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś 3 Odpowiedź przez Krejzolka82 2015-04-02 21:35:39 Krejzolka82 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-03-06 Posty: 8,701 Wiek: 38 Odp: zostawila mnie! Witam Cię:)Uwierz mi potrzebujesz tylko czasu, że zapomnieć, żeby to tak bardzo nie bolało!Jesteś jeszcze młody, naprawdę życie przed Tobą!Teraz popłacz sobie, poprzeklinaj, ale tylko to! "Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!""Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..." 4 Odpowiedź przez PsxU 2015-04-02 22:03:05 PsxU Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-02-27 Posty: 334 Odp: zostawila mnie! Czesc, tez bylem z pewna kobieta 5 lat prawie, pozostal tylko smutek, zal, wstret do samego siebie. Ludzie pisza jestes facet, dasz rade... Gowno prawda! Ja Cie rozumie nawet po tych 9 miesiacach, masz podobna sytuacje do mnie. Rozumie ze chudniesz, sam schudlem 10 kg wygladam jak trup, ale to nic nie zmienia. Minelo zbyt malo czasu zebys sie ogarnal, nie dasz rady wszystko sobie uporzadkowac, przeciez ona znaczyla dla Ciebie caly swiat, ile to Ty bys rak za nia ucial, znam to. Sluchaj nie jestem z swoja ukochana od 3 miesiecy, moze wiecej, zbytnio nie ogarniam juz. Wiesz ja siedze, zyje nadzeja na lepsze jutro, zakladam "jokerowa" maske, wszystko przyjmuje z bolem, ale i tak nadal ja kocham z calego serca. Uwierz mam to samo, ale mnie to boli, ale juz staram sie na to uwagi nie zwracac, wiem duzo, wielke bagno z przyjaciolka, co rusz inny kolega, ale NIE jestem z nia, nie moge jej przeciez zabronic, nie wyciagne jej z syfu, bo ona to nazywa zabawa... Ktos mi na forum napisal piekne slowa " Jesli kocha, to wroci, jesli nie kocha nie jest Ciebie warta " ! Trzymam sie ich, lecz moja nadzieja, to jak wygrac "szostke" w lotto. Przez pierwszy miesiac bedziesz mial swoje czarne mysli, ja bym sie na Twoim miejscu odizolowal od swiata, ograniczyl jedynie do forum, bo znam to uczucie, mysl samobojcza. Pamietaj Ty zrobisz sobie dobrze, a innym pozostawisz po sobie problem! Nie mozna umrzec, choc wiem ze to chyba najlepsze rozwiazanie by bylo, NIE mozesz sie poddac! Wrocic raczej nie wroci, mysle ze jest ktos "trzeci" wiem ze Cie zaboli ten fakt, ale co zrobisz? Doslownie NIC! Walczysz jak zolnierz o swoj ukochany kraj, ale to nic nie da, ona Cie juz nie kocha, gdybys stawal na rzesach to i tak nic nie zrobisz! Takie sa kobiety, ktos TU napisal dobrze, zyc samym soba, to chyba najlepsze rozwiazanie, nie szukaj "plasterkow", nie msci sie, zyj soba! Moze kiedys pokochasz kogos, a raczej bardziej swoje slodkie dzieciaczki! Jak bys mial chwile slabosci, a masz ja pewnie codziennie 24/7, pisz Tu, pod zadnym pozorem nie pisz do niej! Nie chodz, nie dzwon. Pisz TU! Wyrzuc to z siebie, ona i tak juz CIE nie kocha! Pamietaj zanim zrobisz cos glupiego, pisz Tu. Powodzenia! "W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca." 5 Odpowiedź przez Koniec 2015-04-04 09:09:52 Ostatnio edytowany przez Koniec (2015-04-04 18:57:47) Koniec Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-04-02 Posty: 8 Odp: zostawila mnie!Dziekuje wam bardzo duzo mi dajecie w tych ciezkich chwilach.... 6 Odpowiedź przez Koniec 2015-04-07 10:01:57 Ostatnio edytowany przez Koniec (2015-04-07 10:07:53) Koniec Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-04-02 Posty: 8 Odp: zostawila mnie!Postanowilem ze znowu tutaj napisze... Ciezkie chwile wrocily, ciagle mysli siedzenie rozmyslanie a co by bylo gdyby itp,itd. Ostatnio wyszedlem ze znajomymi na piwo ale niestety nie jestem juz tym samym czlowiekiem w pewnej chwili po kilku piwach po prostu zawiesilem sie i natlok mysli.... Co teraz zrobic jestem sam, brakuje mi jej z nia bylo tak wspaniale i tak dobrze. Przeciez moglaby tutaj byc razem ze mna! czemu?! Nie znajde lepszej to nie mozliwe. Mozg caly czas pracuje, sa chwile ze poprostu chce sie lezec i wyc bo wiem ze sobie nie poradze potem przychodzi jakies ukojenie ktore nie trwa dlugo i wiara w to ze bedzie dobrze i tak jest dzien w dzien. Jak myslicie ile to jeszcze bedzie trwalo? Pewnie to ze ona jest tak blisko pogarsza jezcze cala wszystkie te miejsca te slowa te gesty wszystko to siedzi gdzies gleboko w glowie i nie chce wyjsc. 7 Odpowiedź przez PsxU 2015-04-07 11:44:06 PsxU Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-02-27 Posty: 334 Odp: zostawila mnie! Koniec napisał/a:Postanowilem ze znowu tutaj napisze... Ciezkie chwile wrocily, ciagle mysli siedzenie rozmyslanie a co by bylo gdyby itp,itd. Ostatnio wyszedlem ze znajomymi na piwo ale niestety nie jestem juz tym samym czlowiekiem w pewnej chwili po kilku piwach po prostu zawiesilem sie i natlok mysli.... Co teraz zrobic jestem sam, brakuje mi jej z nia bylo tak wspaniale i tak dobrze. Przeciez moglaby tutaj byc razem ze mna! czemu?! Nie znajde lepszej to nie mozliwe. Mozg caly czas pracuje, sa chwile ze poprostu chce sie lezec i wyc bo wiem ze sobie nie poradze potem przychodzi jakies ukojenie ktore nie trwa dlugo i wiara w to ze bedzie dobrze i tak jest dzien w dzien. Jak myslicie ile to jeszcze bedzie trwalo? Pewnie to ze ona jest tak blisko pogarsza jezcze cala wszystkie te miejsca te slowa te gesty wszystko to siedzi gdzies gleboko w glowie i nie chce chcesz sobie pomoc, to wywal wszystkie rzeczy z nia zwiazane, pokasuj wszelakie zdjecia (nawet te najpiekniejsze), nie patrz na jej profile na portalach, bo sobie za kazdym razem wbijasz gwozdz w serce... Ja juz nie jestem 3 miesiace, jak ukratkiem spojrze na jej profil, lub cos mi ktos powie, ze z kims ja widzial, to odrazu ide sie polozyc, oddechu nie mozna zlapac, jakie to dziwne a zarazem prawdziwe... Wedlugl mnie zbyt duzo Ci nie powiem, ale na pewno nie rozmawiaj z nia, ja jak rozmawialem to mi w twarz sie smiala, powiedzialem dosc tego, wole sie meczyc sam, niz skomlac jak pies do niej... Na to wszystko nie ma zlotej rady, kazdy jest po rozstaniu zupelnie innym czlowiekiem, lekcje na pewno trzeba odrobic, ja swoje odrobilen i teraz wpadlem w gowno po uszy, pije, jaram trawe, zeby zapomniec choc na chwilke, lub zasnac... Jest ciezko, ale nikt nie powiedzial ze w zyciu bedzie latwo...Mam nadzieje ze pewnego dnia nie obudze sie z mysla o niej, tylko powiem sobie dosc KURWA ile mozna... Ale to wszystko czas wpadniesz w tryb nadziei, a moze bedzie lepsze jutro, nigdy nie wiadomo, moze byc, moze nie byc, ja oczywiscie zycze Ci z calego serca zeby bylo dobrze! Wiem jak to boli, i Cie rozumie, nie stawiam Ci zdania " chlopie ile Ty masz lat" Powodzenia "W życiu bo­wiem is­tnieją rzeczy, o które war­to wal­czyć do sa­mego końca." Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

dziewczyna mnie zostawila co robic